Notatnik

za kulisami niezwykłości

To nie jest miejsce na idealne artykuły. To moje surowe zapiski z codzienności. Pisze o tym, co boli, co zachwyca i co działa, gdy próbujesz poskładać życie na nowo.


Odpuszczam. Pozwalam im.

Wiesz, co było dla mnie najtrudniejsze w drodze do spokoju? Nie wczesne wstawanie, nie szklanka wody, nawet nie porządek w szafie. Najtrudniejsze było to jedno proste zdanie: „Pozwól im”.

Przez lata moja głowa pracowała na pełnych obrotach, skanując nastroje wszystkich wokół. Jeśli ktoś był smutny – musiałam go rozweselić. Jeśli ktoś błądził – musiałam go uratować. Jeśli w domu było gęsto – to ja byłam od rozładowywania atmosfery.

Dziś rano znów poczułam ten znajomy impuls. Zobaczyłam bałagan, którego nie ja zrobiłam, i poczułam, jak wzbiera we mnie chęć, by znowu „naprawić świat” za kogoś.

Wzięłam wdech. Powiedziałam w myślach: Pozwól im. Pozwól im poczuć konsekwencje ich własnych decyzji. Pozwól im na ich własny chaos. Pozwól im… po prostu być dorosłymi.

I wiesz co? Świat się nie zawalił. Za to ja zyskałam 15 minut spokoju na kawę, której nikt mi nie przerwał. Ten spokój nie jest wynikiem braku problemów. Jest wynikiem mojej decyzji, że przestaję być strażnikiem cudzych lodówek.

Moja wskazówka dla Ciebie na dziś: Znajdź jedną rzecz, w którą dzisiaj chciałaś się wtrącić „dla czyjegoś dobra”. Zatrzymaj się. Szepnij „Pozwól im”. I zobacz, ile energii wróci do Twojego własnego ogródka.

Dobrego dnia, M.


Czy jedziesz w dobrym kierunku?

Wsiadasz, kasujesz bilet, zajmujesz miejsce. Po kilku przystankach orientujesz się, że to nie ta linia. Ten autobus nie dowiezie Cię do domu, tylko na zupełnie obce przedmieścia. I co wtedy robisz?

Większość z nas… zostaje na miejscu. Siedzimy i patrzymy przez okno, mimo że wiemy, że każda minuta oddala nas od celu. Dlaczego nie wysiadamy natychmiast? Bo już zapłaciłyśmy za bilet. Bo jest nam głupio przed kierowcą. Bo skoro już przejechałyśmy połowę trasy, to „szkoda to teraz zostawić”.

Dokładnie tak samo robimy w życiu.

Siedzimy w relacjach, które nas niszczą, w pracy, która odbiera nam oddech, albo w starych nawykach, które nam nie służą. Bo tyle już w to zainwestowałyśmy czasu, emocji i łez. Szkoda nam „biletu”, więc jedziemy dalej w stronę, w którą wcale nie chcemy dotrzeć.

Dzisiaj chcę Ci powiedzieć: Wysiądź. Nieważne, ile przystanków już przejechałaś. Nieważne, że zapłaciłaś wysoką cenę za ten przejazd. Jeśli czujesz, że to nie Twoja trasa – naciśnij przycisk „Stop”. Możesz wysiąść na najbliższym przystanku, odetchnąć i po prostu zawrócić. To nie jest porażka. To odzyskanie sterów.

Moje pytanie do Ciebie na dziś: Czy autobus, w którym teraz siedzisz, naprawdę jedzie do Twojego „Paryża”? Czy tylko boisz się stracić bilet?

Ściskam, M.


A co, jeśli mi się uda?

Ostatnio dużo rozmawiamy o strachu przed porażką, ale rzadko przyznajemy się do czegoś innego: do panicznego lęku przed sukcesem.

Brzmi dziwnie? Przecież każda z nas chce być szczęśliwa, spokojna i spełniona. Ale spójrz w głąb siebie. Czy kiedy zaczynasz wprowadzać zmiany, w Twojej głowie nie pojawiają się takie myśli:

  • „Jeśli naprawdę odzyskam spokój, to co ja będę robić z tym czasem? O czym będę rozmawiać z koleżankami, jeśli przestanę narzekać na chaos?”
  • „Jeśli zacznę odnosić sukcesy, to czy moi bliscy mnie nie odrzucą? Czy nie uznają, że mi 'odbiło’?”
  • „Czy ja w ogóle udźwignę tę nową wersję siebie? Przecież ta zmęczona i zestresowana Monika jest mi znana od lat. A ta nowa… jest obca.”

Lęk przed sukcesem to tak naprawdę lęk przed odpowiedzialnością za własne szczęście.

Kiedy jesteś w chaosie, zawsze masz wymówkę. Nie robisz czegoś, bo „nie masz czasu”, „dzieci chorują”, „mąż nie pomaga”. Ale kiedy ogarniesz ten chaos, wymówki znikają. Zostajesz tylko Ty i Twoje możliwości. I to jest przerażające.

Sukces to wyjście z bezpiecznego, choć ciasnego pudełka. To ryzyko, że inni zaczną Ci zazdrościć albo że przestaniesz pasować do towarzystwa, które karmi się wspólnym narzekaniem.

Moja wskazówka na dziś: Pomyśl o jednej rzeczy, którą odkładasz „na wieczne nigdy”. Zapytaj siebie szczerze: czy boisz się, że Ci nie wyjdzie? Czy może boisz się tego, jak bardzo zmieni się Twoje życie, gdy to się uda?

Pamiętaj: Twoje światło nie musi oślepiać innych, ale nie masz obowiązku go gasić tylko po to, żeby inni czuli się komfortowo w swoim cieniu.

Ściskam, M.